
Jak zwykle na fali euforii z danych mi przez zdrowie i los możliwości, zapisałem się dość szybko na bieg na 10 km. Głównym powodem były same zawody, które odbywały się niedaleko domu i w których już kilkakrotnie uczestniczyłem wcześniej. Mowa o Babickiej Dziesiątce, półkameralnym ale już mocno popularnym i obsadzonym biegu. To już była 8 jego edycja. W poprzedniej nie startowałem z powodu rozcięgna, w jeszcze wcześniejszej w 2023 r wystartowałem kiedy wydawało mi się że rozcięgno się zagoiło, co nie było prawdą i przez kolejne wiele miesięcy dalej nie mogłem się z nim uporać. Wtedy podszedłem ostrożnie do biegu i trochę żałowałem bo czułem zapas. Zapisując się teraz nie miałem zupełnie pojęcia jak to będzie bo dopiero co zacząłem znowu biegać i miałem za sobą tylko kilka przebieżek na 3-4 kilometry. Brakowało mi bazy biegowej nie mówiąc już o prawdziwym treningu. Miałem więc opcję biegnę lub nie, to zależy. I tak praktycznie było do ostatniego dnia. Udało mi się wykonać w międzyczasie kilkanaście biegów, najdłuższy z przerwami 8 kilometrowy. Kiedy został już niecały tydzień do zawodów zachorowałem. Cały ten tydzień nie biegałem. W dzień zawodów postanowiłem sprawdzić czy jakkolwiek jestem w stanie biec i przebiegłem 4 kilometry próbując szybszego tempa. Jakoś poszło chociaż przeziębienie czy co to nie było dawało cały czas znać o sobie. Chyba byłem tak niezdecydowany, że właściwie spóźniłem się na start. Za późno wyjechałem z domu i choć teoretycznie miałem do miejsca startu 10 minut, utknąłem w korku i dwie minuty przed strzałem parkowałem dopiero samochód kilkaset metrów dalej. Przymusowy rozgrzewkowy sprint doprowadził mnie do miejsca startu kiedy większość już je opuściła. Musiałem jeszcze przeskoczyć przez barierki żeby wylądować na starcie tuż za ostatnimi uczestnikami. Duże zdziwienie wywołało u mnie tempo tej ostatniej grupy. Zakładałem że są to raczej ci, którzy będą oscylować wokół limitu czasu, a tu niespodzianka. Tempo końca wyścigu było większe niż moje zakładane więc przez kilkaset metrów biegłem ponad to co chciałem żeby nie zostać zupełnie w tyle. Jednak wkrótce sytuacja się unormowała, mogłem zwolnić i tak przesuwając się w górę peletonu. Postanowiłem biec maksymalnie na odczucia, ulotnie tylko myśląc iż dobrze byłoby mieć taki lub inny czas. Wyszło wolniej niż dwa lata wcześniej ale wciąż jak dla mnie przyzwoicie. Biegając dalej coraz silniej przekonuje się do tempa wskazywanego przez organizm zamiast wyznaczonego cyferkami. Wiem że żeby mieć jakieś wyniki w biegach, musiałbym wdrożyć reżim oparty na parametrach ale chyba pozostanę przy odczuwaniu a nie ściganiu. Nastawiam się tak czy owak na zawody triathlonowe w których na bieg zostają już ograniczone zasoby po pływaniu i rowerze więc nie oczekuję prędkości tylko wytrzymałości. Tym samym wykluczam raczej w tym roku starty na 1/8 Ironman, które co do zasady powinny być relatywnie najszybsze. Jeśli by się udało, chciałbym w tym roku wystartować raz na ¼ i raz na połówce. Tym samym po dziesięciu latach od pierwszego w życiu startu na ½ powtórzyłbym „rozpoczęcie cyklu” który za rok może uda się tak jak 10 lat wcześniej sfinalizować pełnym dystansem.