Zwolnić ale nie przestawać

Moje ubiegłoroczne posezonowe rozterki co do dalszej formuły „uprawiania” aktywności fizycznej na polu triathlonu, trwały do początku stycznia tego roku. W ich trakcie,  dochodziły do mnie co i raz wieści o tych którzy zaprzestali, zwolnili, zrobili przerwę czy też „przemodelowali” swoje triathlonowe życie. Poczułem się jakbym wstrzelił się w jakiś ewidentnie zataczający szerokim łukiem trend w którym filozofia „ogień z dupy” ustępować zaczęła jakiemuś nowemu podejściu. Nie wiem czy to akurat ugruntowało moje wcześniejsze pomysły na odpuszczenie startów w formule którą realizowałem przez ostatnie 4 lata, nie mniej jednak na pewno miało na nie  jakiś wpływ.  Na początku stycznia podjąłem ostateczną decyzję o swoich startach w 2019  i zapisałem się na pięć zawodów na dystansie 1/8 Ironman. Nigdy jeszcze na tak krótkim dystansie nie startowałem w triathlonie więc mam  element „nowości”, wiem też,  że  wbrew pozorom nie muszą to być starty lekkie przez sam fakt że są krótkie. Mam więc też element „wyzwania”, a przy tym jednak mogę,  jak mi się wydawało, zrealizować zamiar wyrzucenia z głowy wielomiesięcznego obciążenia zbliżającymi się zawodami, tak jako to miało miejsce w przypadku startów na długich dystansach. Układając w ten sposób startowy rok 2019 miałem poczucie że mogę odpuścić i poszukać zgubionej trochę radości z aktywności fizycznej.  Fakty są takie że od końca października do końca lutego nie biegałem. Z tygodnia na tydzień co raz mniejszy na to wpływ miało lekkie niedomaganie nogi, które na samym początku stanowiło motyw przewodni przerwy w bieganiu  a coraz większy  zwykłe poczucie że mi się nie chce. Trochę odczuwana obawa o utratę nabytej sprawności biegowej coraz mniej na mnie działała. Kiedy ustaliłem listę startów,  z których żaden nie miał w programie biegu na dystansie dłuższym niż 5 km, przestałem się już zupełnie przejmować tą kwestią. Uznałem że do pierwszych zawodów  zaplanowanych  na koniec maja,  będę się w stanie przygotować biegowo przez dwa-trzy miesiące a zatem mój urlop może spokojnie trwać przez większą część zimy. Dziwne dla mnie było jednak to że   z trzech moich głównych aktywności  tak dokumentnie odpuściłem właśnie  bieganie. W poprzednich latach to właśnie bieganie wydawało mi się ostatnim kandydatem do odpuszczenia. Pływanie  na ogół wysysające z mnie najwięcej sił w połączeniu z logistyką basenową,  znacznie bardziej skomplikowaną niż w przypadku biegania,  wydawało się dzierżyć pierwszą pozycję do odpuszczenia. Problem z nogą pojawił się za sprawą jazdy na rowerze więc raczej też powinienem prędzej lub bardziej   odpuścić rower a nie bieganie. Może znaczenie miał pomysł pieszych wędrówek które miały poniekąd zastąpić bieganie. Tak czy owak  dalej kręciłem pedałami, od listopada już jednak tylko na rowerze stacjonarnym i w miarę regularnie pływałem. Po raz kolejny zamysł intensywnych ćwiczeń siłowych nie został zrealizowany. Na pewno było tego trochę więcej niż w poprzednich sezonach ale zdecydowanie mniej niż powinno być aby odpowiedzieć na zachodzące z wiekiem zmiany. Jednak to wszystko co robiłem w sezonie zimowym ani nie było wymuszone jakimkolwiek reżimem treningowym czy startowym, ani nie obciążało mnie ponad miarę ani wreszcie nie zmuszałem się do tego, raz po raz zmieniając ad hoc pomysły na to co w danym dniu będę robił. Wreszcie poczułem się nie tylko sprawny fizycznie ale też na ogół wypoczęty z motywacją do codziennej aktywności.