
Jak do tej pory największą tzw. „pralkę” na dystansie pływackim przeżyłem kilka lat temu w Piasecznie. Malutki akwen sprawił że tłum zawodników nie był w stanie przemieszczać się płynnie a na bojach nawrotowych ścisk panował taki, że praktycznie „płynęło” się w pionie. To plus moje indywidualne przypadki na wielu zawodach, kiedy to raz po raz zaliczałem potężne kopnięcia w twarz, wręcz odstręczało mnie od startów na krótszych dystansach. Te dłuższe na ogół mniej okupowane dawały szanse na unikniecie twardych spotkań w wodzie. Zapisawszy się na zawody 1/8 IM z ulgą przyjąłem informację o wprowadzeniu w tegorocznym cyklu Garmin Iron Triathlon zasady startów falowych polegających na wpuszczaniu do wody zawodników mniejszymi grupami zgodnie z zadeklarowanym czasem pokonania dystansu. Jak się okazało jednak w Ślesinie, zasada dopuszcza wyjątki. Specyficzny układ płynięcia przez dwa połączone kanałem jeziora, sprawił że na pierwszy plan wysunął się tenże właśnie kanał. Zawodnicy dłuższych dystansów mieli swój start falowy a my zostaliśmy stłoczeni wszyscy razem przed kanałem łączącym oba jeziora skąd startowaliśmy wszyscy razem z wody. Parędziesiąt metrów po starcie, akwen się zwęża jako że zaczyna się kanał i przez kolejne 150 metrów nie ma szans na jakiekolwiek rozpłynięcie się na boki. Jedyna ucieczka to do przodu dla najszybszych lub do tyłu dla najwolniejszych. Reszta w tym ja skazana była na płynięcie ramie w ramię co nie dawało praktycznie żadnych szans żeby nie tłuc się wzajemnie. Paradoksalnie jednak tym razem nie byłem stroną „tłuczoną” w takim zakresie i z takimi konsekwencjami jak wcześniej bywało. Mi z kolei „udało” się kilka razy zahaczyć towarzyszy tej niedoli. Oczywiście ten ścisk spowodował że płynęło się co do zasady wolniej. Rekompensatą było urokliwe miejsce, bardzo sympatyczna trasa kolarska ani zbyt nudna ani zbyt trudna i ciekawa trasa biegowa, pozwalająca przyjrzeć się w trakcie biegu na spokojnie wodzie w której niespełna godzinę wcześniej odbyła się wielka młocka rąk i nóg. Trasa i warunki nieporównywalne do Płocka ale wynik lepszy o 10 minut niż ten płocki, wejście na podium i powyścigowe odczyty pulsu, uznałem za oznakę poprawienia formy sprzed dwóch tygodni i odchodzenia „problemu” kolca w stopie definitywnie w przeszłość. Uczciwość każe jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden element jakim było bardziej konsekwentne i zdecydowane niż przed poprzednim startem odstawienie alkoholu. Wreszcie też, uznałem, że dla zadowalających szybkościowo wyników nie muszę katować się interwałami na treningach ale same zawody potraktować jako element wypracowywania i szybkości i siły. Wejście w pełnię sezonu być może nie będzie tak jak w poprzednich latach, oznaczało więc przerwania treningów metodą MAF i pozwoli przez dłuższy czas kultywować metodę budowania wytrzymałości poprzez aktywność na umiarkowanym poziomie.