Jaskiniowcy chodzili na siłkę wieczorami. Napisane – Kwiecień  2015

 

W trakcie  poszukiwania odpowiedzi na pytanie jak  zyskać lub chociażby   nie tracić ( z wiekiem)  na sile,  aby wpadać na metę zawodów triathlonowych roześmianym i dźwigać jak najwięcej zdobytych trofeów, natrafiłem na naukowo  opisane zależności pomiędzy dwoma enzymami które odpowiedzialne są w naszym organizmie,   jeden za  wytrzymałość ( Activated Protein Kinase)  i drugi za siłę (mTORC1) . Efektem tych zależności ma być blokowanie działania enzymu „siłowego”  podczas aktywności enzymu „wytrzymałościowego” i  odwrotnie.  Nie będę opisywał szczegółów bo na pewno coś bym poprzekręcał. Przekładając to na trening,  nie powinniśmy wykonywać ćwiczeń siłowych przed pływaniem, biegiem czy rowerem ale po i to w znacznym oddaleniu czasowym. Mowa jest o zatem zestawie poranny trening  bieg, rower, pływanie i wieczorny trening  siłowy.  Pierwsza cześć bardzo mi pasuje bo co do zasady trenuję zanim obudzę koguta, który budzi resztę społeczeństwa. Gorzej z tym wieczornym treningiem siłowym bo ja wtedy preferuję  wyłącznie sporty grupowe godzinami oglądając zawody tenisowe w telewizji.

Nie wiem do jakiego stopnia wierzyć tym wskazówkom, tym bardziej,  iż stoją one w sprzeczności z wcześniej nabytą  wiedzą zgodnie z którą trening siłowy powinien być pierwszy. Autorzy materiału w zgodzie z trendami odwołują  się  do praprzyczyny w postaci  naszych przodków,  którzy nam podobno zafundowali taki a nie inny genetycznie uwarunkowany układ. Otóż, uganiając się całymi dniami za zwierzyną przyblokowali sobie „efekt siłowy’ aby nie nabijać mięśni i nie  zużywać w związku z tym za wiele energii. Może ( tu już mój wkład twórczy do tej naukowej teorii) chodziło też o to żeby polując nie tłukli się nawzajem tak jak to ma miejsce dzisiaj chociażby między PIS i PO. No ale po zakończeniu polowania mogli zacząć prężyć muskuły przed swoimi lub cudzymi kobietami, podnosząc kamienie lub też naparzając się maczugami w celu zbudowania masy. Do tego jeszcze się nażarli wysokobiałkowymi produktami co nabijało im mięśnie wieczorami przy gitarze. Odwoływanie się do  powrotu do naszych przodków w dziedzinie zdrowia jest bardzo ostatnio  rozwinięte- stąd miedzy innymi diety paleo i teoria że jesteśmy natural born runners.

I w tym wszystkim zadaję sobie jeszcze jedno pytanie. Jak ta teoria ma zastosowanie w przypadku kobiet,  których rola społeczna w tamtych czasach nie była związana ani z polowaniem, ani dźwiganiem kamieni ani laniem się po pysku choć w tym ostatnim przypadku chyba można by uczynić wyjątek na lanie po pysku niesubordynowanego partnera. Pozostaje jeszcze jednak pytanie  czy zajęcia domowe także u kobiet wytworzyły efekt działania w ciągu dnia enzymu wytrzymałościowego i blokowania siłowego do czasu powrotu chłopaków z polowania. Przypomniała mi się jednak słyszana kilka razy formuła „ ja już nie wytrzymam z tym bachorem” stosowana przez matki do opisywani swoich codziennych kontaktów z wychowywanymi pociechami. I to może być kluczem do uzupełnienia teorii i zrównania wpływu dziedzictwa naszych jaskiniowych przodków zarówno na dzisiejszych triathlonistów jak i triathlonistki.