W trakcie poszukiwania odpowiedzi na pytanie jak zyskać lub chociażby nie tracić ( z wiekiem) na sile, aby wpadać na metę zawodów triathlonowych roześmianym i dźwigać jak najwięcej zdobytych trofeów, natrafiłem na naukowo opisane zależności pomiędzy dwoma enzymami które odpowiedzialne są w naszym organizmie, jeden za wytrzymałość ( Activated Protein Kinase) i drugi za siłę (mTORC1) . Efektem tych zależności ma być blokowanie działania enzymu „siłowego” podczas aktywności enzymu „wytrzymałościowego” i odwrotnie. Nie będę opisywał szczegółów bo na pewno coś bym poprzekręcał. Przekładając to na trening, nie powinniśmy wykonywać ćwiczeń siłowych przed pływaniem, biegiem czy rowerem ale po i to w znacznym oddaleniu czasowym. Mowa jest o zatem zestawie poranny trening bieg, rower, pływanie i wieczorny trening siłowy. Pierwsza cześć bardzo mi pasuje bo co do zasady trenuję zanim obudzę koguta, który budzi resztę społeczeństwa. Gorzej z tym wieczornym treningiem siłowym bo ja wtedy preferuję wyłącznie sporty grupowe godzinami oglądając zawody tenisowe w telewizji.
Nie wiem do jakiego stopnia wierzyć tym wskazówkom, tym bardziej, iż stoją one w sprzeczności z wcześniej nabytą wiedzą zgodnie z którą trening siłowy powinien być pierwszy. Autorzy materiału w zgodzie z trendami odwołują się do praprzyczyny w postaci naszych przodków, którzy nam podobno zafundowali taki a nie inny genetycznie uwarunkowany układ. Otóż, uganiając się całymi dniami za zwierzyną przyblokowali sobie „efekt siłowy’ aby nie nabijać mięśni i nie zużywać w związku z tym za wiele energii. Może ( tu już mój wkład twórczy do tej naukowej teorii) chodziło też o to żeby polując nie tłukli się nawzajem tak jak to ma miejsce dzisiaj chociażby między PIS i PO. No ale po zakończeniu polowania mogli zacząć prężyć muskuły przed swoimi lub cudzymi kobietami, podnosząc kamienie lub też naparzając się maczugami w celu zbudowania masy. Do tego jeszcze się nażarli wysokobiałkowymi produktami co nabijało im mięśnie wieczorami przy gitarze. Odwoływanie się do powrotu do naszych przodków w dziedzinie zdrowia jest bardzo ostatnio rozwinięte- stąd miedzy innymi diety paleo i teoria że jesteśmy natural born runners.
I w tym wszystkim zadaję sobie jeszcze jedno pytanie. Jak ta teoria ma zastosowanie w przypadku kobiet, których rola społeczna w tamtych czasach nie była związana ani z polowaniem, ani dźwiganiem kamieni ani laniem się po pysku choć w tym ostatnim przypadku chyba można by uczynić wyjątek na lanie po pysku niesubordynowanego partnera. Pozostaje jeszcze jednak pytanie czy zajęcia domowe także u kobiet wytworzyły efekt działania w ciągu dnia enzymu wytrzymałościowego i blokowania siłowego do czasu powrotu chłopaków z polowania. Przypomniała mi się jednak słyszana kilka razy formuła „ ja już nie wytrzymam z tym bachorem” stosowana przez matki do opisywani swoich codziennych kontaktów z wychowywanymi pociechami. I to może być kluczem do uzupełnienia teorii i zrównania wpływu dziedzictwa naszych jaskiniowych przodków zarówno na dzisiejszych triathlonistów jak i triathlonistki.
