Zdrowy sen w hamaku

Pomyślałem że może czas przerwać jednak serię tych negatywnych opowieści, które zapanowały na tym blogu. W końcu znowu zaczynam trochę truchtać, schodzenie paznokcia oceniam na 98% zaawansowania ( więc efekt kolejnej kontuzji i ograniczeń z tym związanych także dobiega końca) no i zbliża się mój kolejny ( skromny drugi) start w tym roku, tym razem w sztafecie ¼ Ironmana. Tak jak rok temu, zostałem wyznaczony przez kolegów do etapu rowerowego co mi bardzo pasuje ze względu na brak biegania ( bo kontuzje) oraz brak od wielu miesięcy pływania ( bo jakoś mi się nie chciało jeździć na basen). Ale o tym starcie napiszę osobno jak już się odbędzie. Generalnie moje życiowe „triafterfifty” zmienia swoje oblicze i zmierza coraz bardziej w kierunku wyprawowym, choć na razie więcej o tych wyprawach myślę niż je realizuje. Codzienną aktywność fizyczną staram się realizować ale coraz bardziej o niej myślę jak o podtrzymywaniu starzejącego się organizmu w kondycji a nie w aspekcie osiągnięć (quasi) sportowych. Oczywiście poprzednie przyzwyczajenia do rutyny startowej gdzieś ciągle we mnie tkwią i od czasu do czasu wpychają się do mojej świadomości powodując pomysły aby wystartować tu czy tam, ale przydarzające się od kilku lat kontuzje nie tylko je niweczą co do konkretów ale również wpływają na ogólne podejście. Chciałbym aby moje konkretne ruszanie się było bardziej przejawem „bo mi się chce” niż obowiązku wynikającego z faktu zapisywania się na kolejne zawody i konieczności przygotowania się do nich. Do tej pory od czasu kontuzji na początku 2021 która wykluczyła mnie z biegania na wiele miesięcy, nie udaje mi się nie tylko wrócić do regularnego biegania ale także poczuć że po prostu chce mi się biec tak jak to było kiedyś. Ale pomijając kontuzje, pamiętam przygotowując się do biegów ultra już gdzieś ta przyjemność z biegania zaczęła mnie opuszczać. No ale miało być pozytywnie więc zostawię aktywność na boku i przejdę do tematu o którym chciałem napisać. Parę lat temu trafiłem na wypowiedź jednego z moich ulubionych podcasterów, który podzielił się swoim zwyczajem spania we własnym domu na jego dachu w namiocie. Esencją tej informacji było to że śpi mu się znacznie lepiej z uwagi na temperaturę i świeże powietrze. Jakoś w tym samym czasie, nie wiem jednak z jakiego źródła, doszła do mnie informacja o dobrym wpływie spania w hamaku na odpoczynek ciała i kręgosłup w trakcie snu. Z tych dwóch informacji zrodził się u mnie pomysł aby te sposoby wypróbować w codzienności. Nie chodziło mi o naśladownictwo\podążanie za czyimś kaprysem. Nie wysypiałem się dobrze a dodatkowo miałem właśnie problemy z kręgosłupem po nocy spędzonej na łóżku. W uproszczeniu ból głowy i kręgosłupa. Zacząłem od namiotu. Szczerze mówiąc nie pamiętam czy nastąpiła jakaś radykalna zmiana w odczuciach jeśli chodzi o spanie w nim i to tradycyjne. Z tego co pamiętam było lato więc raczej było mi w nim duszno. Na kręgosłup mi to też nie pomogło. Wtedy wypróbowałem hamak i to był strzał w dziesiątkę. Bóle w kręgosłupie ustąpiły a jako że spałem na otwartym powietrzu to i efekt tego się pojawił – odeszły bóle głowy. Dodatkowo zacząłem stosować technikę uczącą mnie oddychać nosem w trakcie spania i zacząłem się też pozbywać towarzyszącego mi przez lata odczucia Sahary w ustach. Do namiotu jeszcze trochę wracałem jak robiło się zbyt zimno na spanie w hamaku na zewnątrz ale przed kilku laty zwinąłem go ostatecznie z balkonu i zaniechałem. Zdarzają mi się jeszcze epizody spania w łóżku ale wynikają one z okoliczności i dalej wracam do mojego hamaka. Kiedy zacząłem monitorować swój sen a jeszcze bardziej tzw. HRV ( ang. Heart Rate Variability), pozytywne różnice pomiędzy spaniem w hamaku ( na zewnątrz) i w tradycyjny sposób potwierdziły się na cyfrach. Dotyczy to również spoczynkowego tętna które przeważnie jest w okolicach 10 uderzeń na minutę wyższe kiedy sypiam „tradycyjnie”. Właściwie po latach spania w ten sposób, mogę przyczepić się tylko do jednego. Niestety w porze jesienno zimowej bardzo często pojawia się smog i spanie w tych warunkach na zewnątrz prozdrowotne nie jest. Wcześniej stosowałem rozwiązanie że kiedy jakość powietrza była dobra spałem na zewnątrz a kiedy panował smog przenosiłem się do wewnątrz i spałem albo na hamaku prowizorycznie rozpiętym albo w łóżku.

Tej zimy przeniosłem całe swoje stanowisko hamakowe do środka i obniżyłem temperaturę w pomieszczeniu w którym je ustawiłem.