
Maraton Kampinoski- chyba dosyć tych maratonów w tym roku.
Tydzień po Maratonie Warszawskim powrót do biegania bo przecież za dwa tygodnie maraton numer dwa. Pierwsza próba nie wypaliła. Organizm zareagował tak jakbym znowu miał biec maraton. Puls wystrzelił do 170 i nawet zwolnienie do marszu nic nie dawało. Dopiero brak ruchu powodował niemal błyskawiczny powrót w okolice spoczynku. Trzeba było „wytłumaczyć” mojemu ja że nie biegamy póki co żadnych zawodów. Pomógł rower i rodzinna impreza. Sygnały były jasne. Wróciliśmy zatem do normy. 5 km przebieżki w kontrolowanym zakresie. Żadnych niespodzianek choć tempo wolniejsze niż wypracowane przed maratonem. Potrzebne było jeszcze parę dni regeneracji.
Może za dużo już tych zawodów w tym roku a może jednak za mało długiego wybiegania. Wszystkie moje tegoroczne długie biegi od pewnego momentu stawały się marszobiegami. Maraton Warszawski był ewidentnie rozpoczęty zbyt szybko i w okolicach 30 kilometra zarówno mięśnie miały dość jak i cała reszta też. Maraton Kampinoski rozpocząłem wolniej, ale też to tempo byłem w stanie utrzymać do ok. 30 km. Potem zwolniłem i to „wbrew” psychice która jeszcze dawała radę aby biec poprzednim tempem. Dopiero kiedy do niej dotarło że jest zdecydowanie wolniej, przestawiła się na tryb rezygnacji z szybszego tempa. Zatem może po prostu wytrenowania wystarcza mi na 30 km ? Przeczy jednak temu wiosenny ultramaraton kiedy równe tempo byłem w stanie utrzymać aż do 45 km. To był z kolei początek sezonu więc z jednej strony mniej w nogach ( mniejsze zakumulowane zmęczenie) ale z drugiej mniej w nogach ( mniejsze wytrenowanie). Czyli dalej nic nie wiem. Po maratonie w trakcie Ironmana z kolei, miałem w głowie teorię że to głównie psychika mnie zwolniła ( tam po 20 km) bo kiedy po zwolnieniu do marszu zdopingował mnie znajomy, przebiegłem z nim całą 10 km pętlę nie odczuwając przy tym ekstra zmęczenia. Ostatnia pętla która biegłem sam była już gorsza ale też nie czułem wyczerpania a raczej pewne znudzenie długością całej zabawy. Ciężko z tego wszystkiego wyciągnąć jakieś jednoznaczne wnioski. Ewidentnie jednak muszę dalej próbować „wybiegać” więcej kilometrów na niższym pulsie i ten wciąż utrzymujący się w trakcie biegów wysoki muszę uznać za istotny sygnał od organizmu. Najbliższe pół roku przeznaczam zatem na budowanie aerobowej wytrzymałości. A sprawdzian jak się to udało będzie 23 kwietnia na Maratonie Łódzkim